Sponsor strategiczny
MUKS Widzew łódź

M. Misiuk: "Obecnie wygrywamy serduchem i obroną"

17 kwi 2026 | 17:19

W środę drużyna Widzewa Łódź pokonała w Hali Parkowej Pantery Łańcut 72:53 i awansowała do półfinałów fazy play-off. Po zakończonym spotkaniu głos zabrały Małgorzata Misiuk i Julia Drop.

Małgorzata Misiuk:
"Obecnie wygrywamy serduchem i obroną. W ataku trochę nam brakuje, zwłaszcza przy nieobecności Julii Kobielli i Marty Stawickiej. Drużyna jest mocno osłabiona, ale w tym momencie nie jest to dla mnie istotne. Awansowałyśmy do najlepszej czwórki, a przed sezonem każdy spisywał nas na straty. Wszyscy mówili o ŁKS-ie, a na nas postawiono krzyżyk, bo zespół był budowany w ostatniej chwili. Dziewczyny pokazały charakter i jestem z nich bardzo dumna. Gratuluję im tego zwycięstwa. To było świetne widowisko.

Krzyku w szatni w przerwie meczu nie było i już coraz rzadziej stosuję tę metodę. Bardziej skupiam się na mentalu i motywacji, by dziewczyny były w pełni skupione na swoich zadaniach. Dużo rozmawiamy o profesjonalizmie, który trzeba mieć, że grać w koszykówkę. Drużyna przyjmuje to do siebie i to jej pomaga. Teraz zadecydowała trzecia kwarta, ale mecz meczowi nierówny. Dobrze, że w tym spotkaniu zrobiłyśmy taki twardy reset i wróciłyśmy do własnej gry. 

"Przed meczem z ŁKS-em musimy odpocząć, zregenerować się i przygotować na to spotkanie pod względem taktycznym. Trzeba będzie dać z siebie wszystko, choć łatwo z pewnością nie będzie. Nie skreślajmy jednak dziewczyn, bo one potrafią odpalić w różnych momentach i grać fenomenalną koszykówkę. Będzie ciekawie, ale faworytem na pewno jest ŁKS".

Julia Drop:
"Kłopoty kadrowe dotknęły nas już na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej. Sama porażka w Łańcucie siedziała w nas dobre kilka dni i chyba było widać to dziś po pierwszej połowie, która była dość nerwowa. W przerwie powiedziałyśmy sobie, że musimy wytrwać i nie włączać hamulca ręcznego. Cieszymy się ze zwycięstwa i awansu.

Mamy krótszą ławkę, ale uważam, że tym bardziej należy się nas bać. U nas nie gra wzrost, ale będziemy szarpać choćby nie wiem co. Może się wydawać, że jesteśmy słabszym rywalem, ale gdy wychodzimy na parkiet, ludzie przekonują się, że nie do końca tak jest.

Nie jestem graczem, który będzie puntkował zawsze tak samo. Siedząc na ławce powiedziałam sama do siebie, że te dziewczyny na mnie liczą i muszę dać z siebie wszystko. Gdy przychodzi moment, że trzeba grę uspokoić, to również biorę to na siebie - na parkiecie jest pięć osób, a wszystkie muszą myśleć tak samo".